Nie jesteśmy zwolennikami wypychania plecaków tanim żarciem z Biedronki, bo choć walory smakowe pasztetu podlaskiego i mielonki turystycznej są niepodważalne, to podczas wyjazdów staramy się jeść to co lokalni. To jednak z różnych powodów bywa niemożliwe. Są takie miejsca, gdzie po prostu jest drogo jak jasna cholera (Skandynawia). Są też miejsca odludne, gdzie zwyczajnie nie ma niczego sklepo-podobnego, a jedyne potencjalne pożywienie biega sobie wesoło po łące skubiąc trawę (tereny górskie, stepy, pustynie). W bardziej ekstremalnym przypadku to Ty możesz robić za potencjalną wyżerkę dla jakiegoś misia czy watahy wilków (Alaska, Kamczatka). A tak nieco poważniej: jedzenie w podróży jest bardzo istotne. My własny prowiant zabieramy na spływy kajakowe, dłuższe trekkingi lub gdy nasz portfel jest w dramatycznie opłakanym stanie.

Zadanie wydaje się proste. Wchodzisz do biedronki, kupujesz dużo i tanio, plecak dopychasz świątecznym bigosem od mamy i ruszasz eksplorować świat…

Otóż nie. Sprawa przygotowania odpowiedniego prowiantu jest bardziej skomplikowana niż by się mogło wydawać…

Co więc należy wziąć po uwagę planując podróżną dietę?

1. Klimat – w gorącym klimacie sprawdzi się praktycznie tylko suchy prowiant. W 30 stopniach w cieniu większość rzeczy momentalnie się zepsuje. Po co więc tracić pieniądze na coś co i tak wyrzucimy. W klimacie zimnym należy pamiętać o produktach rozgrzewających. W tym przypadku można również zabrać znacznie więcej rzeczy szybko psujących się – niska temperatura zadziała jak lodówka.

2. Długość podróży – sprawa niezwykle prosta – zabierasz tyle jedzenia, żeby starczyło do końca podróży doliczając trochę w razie sytuacji awaryjnej (jeśli masz z tym problem, wystarczy policzyć swoje zapotrzebowanie energetyczne i na tej podstawie skompletować zapasy).

3. Stopień trudności trasy – jeśli czeka Cię długi trekking w górach, będziesz potrzebować znacznie więcej kalorii dziennie niż wynosi Twoje standardowe zapotrzebowanie. Jeżdżąc autostopem takiego problemu już nie ma.

4. Miejsce w plecaku – tu sprawa jest chyba jasna. Jeśli nie chcesz targać ze sobą dodatkowej torby z zapasami, lepiej dobrze rozplanuj miejsce w plecaku.

5. Ciężar – pamiętaj, że z każdym kilometrem, każdy kilogram w plecaku ciąży coraz bardziej. Słoik z bigosem raczej odpada.

6. Stosunek ilości kalorii do masy i objętości – małe lekkie i kaloryczne jest lepsze niż wielkie, ciężkie i bez kalorii. A więc czekolada spoko, marchewka niekoniecznie :)

 

No dobra teraz czas na konkrety. Część z poniższych produktów zawsze zabieramy ze sobą i doskonale znamy, część podpatrzyliśmy u innych podróżników, na resztę wpadliśmy pisząc ten artykuł. Dodamy tylko, że do przygotowania wielu z tych rzeczy, potrzebne będzie coś do podgrzania – palnik gazowy, paliwo turystyczne, lub chociaż trochę wrzątku od miłych ludzi poznanych na szlaku. Trzeba się trochę nagimnastykować, aby Wasze jedzenie w podróży było smaczne, nie zajęło połowy plecaka i nie pochłonęło ogromnych kosztów, a więc tutaj garść propozycji:

 

Produkty spożywcze, które warto zabrać w podróż (kolejność przypadkowa):

  • Puree w proszku – dostępne w każdym markecie. Jest to coś co zawsze mamy w plecaku, niezależnie gdzie jedziemy. Wystarczy zalać gorącą wodą i gotowe. Z najtańszej wersji dostępnej w tesco najedzą się nawet dwie osoby (o ile nie są super głodne). Żeby poprawić smak można doprawić tym co akurat jest pod ręką lub nawet wkroić do środka np. kabanosa, jeśli takim dysponujemy.
  • Kabanosy/kiełbasa podsuszana – kochamy je mieć podczas wyjazdów. Nie są najtańsze, ale dość długo wytrzymują (zwłaszcza te podsuszane) i są miłą odmianą od nudli, kasz i puree. A jak jeszcze się podpieką w ognisku… <3
  • Suszona wołowina (beef jerky) – niezastąpiona porcja białka w podróży. Wołowina jest całkowicie pozbawiona wody, a zatem nie psuje się przez bardzo długi czas i jest świetna w smaku! W marketach jest to dość drogi produkt, ale łatwo przyrządzić ją samemu. Przepis na blogu już wkrótce
  • Zupki chińskie – najwyżej kilka. W większej ilości zajmują sporo miejsca, a najeść się tym ciężko. Fenomenalnie rozgrzewają w zimne poranki.
  • Płatki owsiane – zwłaszcza ich błyskawiczna wersja, której nie trzeba gotować. Wystarczy zalać gorącą wodą, chwilę odczekać i voila! Ponoć da się jeść też mocząc odpowiednio wcześniej w zimnej wodzie. Jednak co ciepły posiłek to ciepły. Do środka można wrzucić prawie każdy owoc zarówno świeży jak i suszony. Warto je trochę dosłodzić.
  • Słodzik – wiemy, że aspartam jest paskudny i diabelnie niezdrowy, ale podczas wyjazdu jesteśmy go w stanie przeboleć, bo nie zabiera tyle miejsca co cukier, a choćby owsianka – smakuje znacznie lepiej gdy jest słodka
  • Kuskus – najlepszy przyjaciel backpackera! Zajmuje mało miejsca i wystarczy zalać go wrzątkiem i chwilę poczekać. Po wchłonięciu wody, z jednej szklanki kuskusa otrzymamy całą górę pysznej kaszy. Można jeść zarówno na słodko jak i wytrawnie.
  • Czekolada – bomba kaloryczna i energetyczna, do tego poprawia humor. Niezastąpiona w górach i trudnym terenie. Niestety w upalne dni się rozpływa (ale komu to w sumie przeszkadza)
  • Przyprawy – zajmują mało miejsca, a potrafią uratować nawet najbardziej jałową potrawę. Sól – „must have”, reszta według uznania. My lubimy koperek (pasuje do puree) i zioła prowansalskie – pasują prawie do wszystkiego.
  • Batony energetyczne – takie zrobione z orzechów, bakalii, sezamu itp., łatwe do przyrządzenia samemu przed wyjazdem. Idealne do doładowania energii w środku dnia
  • Orzechy – praktycznie wszystkie rodzaje. Zawierają mnóstwo kalorii, ale również wartości odżywczych. Do tego są powszechne i można je kupić prawie wszędzie. No i są dobrą przekąską.
  • Pumpernikiel – bije na głowę zwykły pszenny chleb. Jest niesamowicie zbity i zajmuje niewiele miejsca. Pozostaje długo świeży i nasyci nas na dłużej niż zwyczajny pszenny bochen.
  • Chrupkie pieczywo typu Wasa– wprawdzie zajmują sporo miejsca, ale praktycznie się nie psują i są lekkie. Poza tym można je kupić w bardzo wielu miejscach i na bieżąco uzupełniać braki.
  • Wafle ryżowe urozmaicenie pieczywa chrupkiego.
  • Sucharki najlepiej pełnoziarniste, bo „zapchają” na dłużej.
  • Chleb tostowy – może nie jest najsmaczniejszy, ale jest w stanie przeżyć wiele dni.
  • Kisiel, budyń instant – gdy przyjdzie ochota na coś słodkiego i rozgrzewającego.
  • Ryż – niestety wymaga dość długiego gotowania, ale gdy namoczymy go na wieczór, rano będzie gotował się odrobinę krócej. Najlepiej ryż pełnoziarnisty paraboiled – bardziej pożywny.
  • Makaron – najlepiej taki, który gotuje się jak najkrócej – po co marnować paliwo.
  • Kasza gryczana – zamiennik dla ryżu. Gotuje się podobnie długo, ale moim zdaniem jest znacznie smaczniejsza.
  • Kasza kukurydziana – kto był w Rumunii ten zapewne jadł mamałygę, która jest tam podobnym zapychaczem jak u nas ziemniaki.
  • Suszone owoce – jako dodatek do wielu dań sprawdzą się idealnie. Są też przy tym bardzo smaczne.
  • Landrynki, cukierki, żelki – coś małego i słodkiego do trzymania w kieszeni, gdy organizm domaga się porcji cukru.
  • Sojowa kostka/krajanka/granulat – i czego tam jeszcze sojowego nie wymyślą. Dobre źródło białka gdy nie ma dostępu do mięsa.
  • Sosy w proszku – nie najzdrowszy dodatek do wielu dań, który jednak znacząco podnosi walory smakowe nie zajmując przy tym wiele miejsca w plecaku.
  • Kawa/herbata – gorąca herbata o wschodzie słońca to zdecydowanie najprzyjemniejszy moment namiotowej rzeczywistości. Na co dzień pijam rzadko. Pod namiotem zawsze. (Dębowy)
  • Krem czekoladowy – np. taki Kremuś z Biedronki. Najlepiej w plastikowym opakowaniu, wiadomo dlaczego. Świetnie współgra z sucharkami, a właściwie z każdym chrupkim pieczywem.
  • Masło orzechowe. Podobnie jak krem powyżej, w plastiku. Bardzo kaloryczne i syci na długo.
  • Dżem – najlepiej w plastikowej tubce, świetnie komponuje się z masłem orzechowy.
  • Chałwa sezamowa – niesamowita bomba kaloryczna, dająca kopa podczas wysiłku.
  • Pasztet – np. Profi,najlepiej taki w niewielkich metalowych korytkach, żeby zużyć jedną porcję na raz, bo w razie upałów, źle się przechowuje. Wdzięczne smarowidło, które w połączeniu z lokalnym południowym pomidorkiem może stworzyć niezwykłą ucztę 😉
  • Pasztet sojowy – wersja dla wegetarian lub osób uprzedzonych do tradycyjnych pasztetów. Zazwyczaj nie zawiera żadnych podejrzanych składników.
  • Tuńczyk/makrela/śledź – jak kto lubi. Solidna porcja pożywnego białka. Zwróćcie tylko uwagę, czy Wasi towarzysze, w szczególności Ci z którymi dzielicie nocleg, nie będą mieli nic przeciwko 😉
  • Paprykarz – chyba nikomu nie trzeba przedstawiać.
  • Kaszka instant – najzwyczajniejsza kaszka dla dzieci np. Bobovita albo Mleczny Start z Biedronki. Wystarczy zalać ciepłą wodą i bardzo sycące śniadanie gotowe! Do tego występuje w najróżniejszych wariantach smakowych, więc tak szybko nie zbrzydnie, a każdy może znaleźć coś dla siebie.
  • Konserwa turystyczna/kiełbasa w słoiku – do najlżejszych nie należy, zamiast puszki można jednak znaleźć odpowiedniki z aluminiowych korytkach. Fajnie poczuć powiew luksusu na bezludnym pustkowiu, po kilku wyczerpujących dniach na sucharkach i kaszce… 😉
  • Ziemniaki – oczywiście, nie targamy ich ze sobą za każdym razem, ale przecież można je kupić w wielu miejscach. Wystarczy trochę folii aluminiowej, aby owinąć pyrki i pozwolić im upiec się w żarze ogniska.
  • Mulitiwitamina – taka w tabletkach musujących do rozpuszczania w wodzie. Połączenie przyjemnego z pożytecznym, w szczególności, jeśli nie przepadacie za czystą wodą. Otrzymacie dzięki niej słodki napój, a przy okazji zapewnicie sobie dodatkową porcję witamin, co jest bardzo ważne podczas nieregularnego trybu jedzenia w podróży.
  • Oliwki – wystarczy garstka oliwek (najlepiej w oliwie, bo dłużej przetrzymają) i trochę pieczywa, a smaczny posiłek gotowy. Najlepiej, żeby były w szczelnym woreczku strunowym, zabezpieczone przez wyciekami. Palce lizać! W szczególności jeśli zaopatrzycie się w nie w kraju w którym są uprawiane.
  • Gotowe dania liofilizowane – dostępne w każdym sklepie outdoorowym. Są lekkie, nie zajmują dużo miejsca, a mają odpowiednią wartość odżywczą. Może nie należą do najsmaczniejszych, ale w przypadku długiego odcięcia od cywilizacji są przydatne i zaoszczędzają wiele czasu, wystarczy dodać ciepłej wody. Wybierać można z gamy zup, potrawek, makaronów o najróżniejszych smakach, gulaszy, omletów itd. Minusem jest niestety ich cena.
  • Woda – niby to takie oczywiste, ale pamiętajcie, żeby zawsze mieć zapas, do spożycia i do gotowania. Nie każda struga nada się na uzupełnienie zapasów. O ile w niektórych miejscach możecie być spokojni (np. większość rejonów Skandynawii), to nierozważna konsumpcja wody może doprowadzić do poważnych problemów żołądkowych, co poskutkuje opóźnieniami, zmianą planów, uszczupleniem budżetu,  w najgorszym wypadku przerwaniem wakacji. Przed napełnieniem butelki zawsze upewnijcie się, czy woda nadaje się do picia, w razie czego woźcie ze sobą filtry lub tabletki odkażające.

Ufff. Wyszło 40 punktów. Oczywiście, nie targamy wszystkiego na raz 😉 Zapasy dobieramy do charakteru wyprawy. Oprócz tego staramy się dowiedzieć i zeksplorować lokalne półki, aby nie pominąć wartych spróbowania smakołyków. Od czasu do czasu przy odrobinie szczęścia jesteśmy też częstowani czymś dobrym przez życzliwych ludzi spotkanych w drodze. Na prawdę nie potrzeba wiele sprzętu, aby samemu sobie gotować… nie jest on też ani drogi, ani ciężki, ani nie zajmuje wiele miejsca, ale o tym następnym razem!

Macie jakieś swoje pateny, o których nie napisaliśmy? Jeśli tak czekamy na Wasze sugestie w komentarzach, chętnie rozszerzymy naszą listę!

Znalazłeś przydatne informacje? Polub nasz profil na Facebooku :) i bądź na bieżąco. Już wkrótce na blogu nowa seria z przepisami na dania idealne na kamping i podróż, zarówno tą długą jak i krótszą :) Zapraszamy!

DSC01655 DSC01662 DSC01672 DSC02185

Trochę warzyw i kurczak plus jednorazowy grill i mamy świetny obiad

Trochę warzyw i kurczak plus jednorazowy grill i mamy świetny obiad

Gdzieś na Islandzkim pustkowiu

Gdzieś na Islandzkim pustkowiu

Niezniszczalny chleb tostowy

Niezniszczalny chleb tostowy

Rozgrzewająca herbata z rana

Rozgrzewająca herbata z rana

I Kremusia zabraknąć nie może

I Kremusia zabraknąć nie może

Można i uszczknąć oliwkę z drzewa ;)

Można i uszczknąć oliwkę z drzewa ;)

Waldek pierwszy przy korycie... (puree w roli drugoplanowej)

Waldek pierwszy przy korycie… (puree w roli drugoplanowej)

Po burżujsku można ulepszyć kabanosami

Po burżujsku można ulepszyć kabanosami

Tak tak... Mielonka z indyka o smaku bekonu :D

Tak tak… Mielonka z indyka o smaku bekonu :D

O Autorze

Trudno jej usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Na szlaku, z podróżnym dobytkiem na plecach czuje się jak ryba w wodzie. Największe wrażenie wywołuje na niej twory natury. Godzinami może oglądać poczynania zwierzaków, w szczególności kóz i wyder, które swoim urokiem zaskarbiły sobie jej bezgraniczną sympatię. Lubi eksperymentować, szczególnie w kuchni, najbardziej z ciachami. Łakocie wyniucha wszędzie.

  • Magdalena Ch

    a pamietacie jak we Wloszech z moich sucharkow, wazy itp sam proszek zostal? to sie mega kruszy

  • Iza

    Nie przepadam za mielonkami i pasztetami, w podróż zawsze biorę jakieś przetwory z Eterno i właśnie jakieś sucharki. Świetne połączenie, a co najważniejsze wyjątkowo sycące.