W ostatnim poście przedstawiliśmy pewną część islandzkich realiów kulinarnych. Takie schabowe z ziemniaczkami i surówką w wydaniu potomków wikingów – bardzo smaczne, jednak zwykłe i codzienne potrawy – nic niezwykłego. Kuchnia islandzka ma również inne oblicza. Mówi się, że stolicami dziwnego i obrzydliwego jedzenia są Chiny, Wietnam czy też niektóre kraje Ameryki Południowej. Jest to jak najbardziej prawda, ale niewiele osób wie, że aby sprezentować swojemu żołądkowi niezły szok, wcale nie trzeba wyprawiać się na drugą półkulę. Gwarantuję wszystkim poszukiwaczom kulinarnych przygód, że Islandia może Was zadziwić (i obrzydzić też).

Skąd te dziwactwa?

Geneza występowania tylu dziwnych dań nie jest zbyt skomplikowana. Kuchnia islandzka determinowana jest położeniem geograficznym, a zatem klimatem oraz bardzo dużą aktywnością geologiczną. Mówiąc prościej pogoda nie sprzyja rolnictwu ani trochę. Podobnie jest z ziemią usianą wulkanami, które od tysiącleci wylewają z siebie lawę uniemożliwiając wykształcenie się choćby cienkiej warstwy gleby. Pozostają więc zwierzęta. Ryby, których pełno jest w okolicznych wodach, oraz owce, będące wszędzie tam, gdzie udało się stworzyć pastwiska. A, że roślin nie było prawie wcale, nauczono się wykorzystywać wszystko co zwierzęta miały do zaoferowania. Koniec wstępów, czas na konkrety! Oto dziwne i nietypowe rzeczy, które można zjeść i wypić na Islandii:

Głowa owcy (Svið) – tak jak wspominałem – tutaj nic się nie marnuje. Głowę owcy gotuje się tak długo, aż mięso będzie miękkie i samo odchodzi od kości. Do „mięsa” zalicza się również oczy, uszy, język i skórę. Usuwany jest jedynie mózg, którego się nie je. Pan podający nam talerz z tym rarytasem zachęcał do spróbowania oka, gdyż „jest smaczne, lecz może być lekko gumowate, więc trzeba długo rzuć”. Nie daliśmy rady, wyglądało paskudnie, podobnie jak skóra – miękka i tłusta. Zjedliśmy za to mięso z policzków i jęzor – oba przepyszne. Smakowały trochę jak golonka. Gotowany łeb owcy podaje się z puree z ziemniaków oraz z puree z brukwi – czyli tak jak szkockie haggis. Mięsa jest bardzo mało, więc jedną głową najeść się raczej ciężko…

Gotowana głowa owcy przed zjedzeniem

Gotowana głowa owcy przed zjedzeniem

I po zjedzeniu

I po zjedzeniu

Suszona ryba – fish jerky (Harðfiskur) – dostępne w każdym markecie suszone ryby – głównie dorsze i łupacze je się na sucho lub z dodatkiem masła. Po wypatroszeniu i odcięciu głowy, gotowe filety podwieszane są w specjalnych „altanach” bez ścian, gdzie schną tak długo aż będą sztywne i łamliwe. Przed jedzenie należy obstukać taką rybę młotkiem lub innym twardym narzędziem w celu łatwego odrywania kawałków od reszty ryby

Zgniły rekin (Hákarl) – najbardziej śmierdząca rzecz jaką wzięliśmy kiedykolwiek do ust. Smród tej „potrawy” jest nie do pojęcia, więc taka nasza dobra rada: jeśli już zdecydujesz się to zjeść, to absolutnie nie wąchaj. Rodowód zgniłego rekina sięga czasów wikingów i to właśnie od nich pochodzi ta nietypowa receptura. W dużym skrócie: mięso rekina grenlandzkiego jest trujące, więc aby pozbyć się toksyn zakopuje się pocięte kawałki ryby pod warstwą kamieni i żwiru na kilka tygodni. Po tym czasie rybę zostawia się do wyschnięcia na wolnym powietrzu na kilka miesięcy. I gotowe… rekina podaje się ze specjalnym słodkawym chlebem oraz wódką brennivin, o której kilka słów później. Zgniły rekin to temat na dłuższy wywód, więc już niebawem powstanie o tym osobny artykuł.

Wygląda jak piękna wędzona szynka...

Wygląda jak piękna wędzona szynka…

w kawałkach gotowy do zjedzenia

w kawałkach gotowy do zjedzenia

Jądra barana (Hrútspungar) – gotowane jądra barana są sprasowane i zanurzone w serwatce. Podaje się je zwykle podczas ważnych uroczystości. Traktowane są jako przekąska.

jądra barana (źródło: flickr by Elli Pálma)

jądra barana (źródło: flickr by Elli Pálma)

Owcza kiszka (Slátur) – owcze wnętrzności wraz z krwią i przyprawami zaszyte w jelicie lub owczym żołądku. Bardzo to przypomina szkockie haggis. Co ciekawe, można to kupić w każdym markecie a nawet na stacjach benzynowych…

Owcze kiszki... (źródło: flickr by Salvor)

Owcze kiszki… (źródło: flickr by Salvor)

Herbata z islandzkiego mchu – właściwie to napar, a nie herbata. Ma mnóstwo zdrowotnych właściwości znanych od setek lat. Mech wrzucamy do zimnej wody i gotujemy do wrzenia, po czym przecedzamy i jest gotowy do picia.

Piwo Vatnajökull – piwo zrobione ze śniegu, który spadł ponad 1000 lat! Tak, tak nie ma w tym żadnej ściemy. Żyje w Islandii człowiek, który warzy piwo na wodzie pozyskanej z lodowca Vatnajökull. Wodzie, która była uwięziona tam od ponad tysiąca lat! Świetny pomysł i gdy tylko o tym usłyszeliśmy, wiedzieliśmy że musimy go spróbować, choćby miało smakować najzwyczajniej na świecie. Jednak smakuje inaczej, a to za sprawą arktycznego tymianku, którym doprawia się piwo. Można je nabyć tylko na południowym wybrzeżu i być może w dobrze zaopatrzonych sklepach Reykjaviku.

Piwo Vatnajokull – frozen in time

Wódka Brennivin – nazywa się ją czarną śmiercią, choć wcale nie jest taka zła. Produkowana z ziemniaków z wyraźnie wyczuwalnym aromatem kminku. Jest obowiązkowym dodatkiem do zgniłego rekina, którego bez popicia czegoś mocniejszego ciężko przetrawić (zwłaszcza zapachu).

Islandzka wódka - brennivin

Islandzka wódka – brennivin

Płetwa foki (Selshreifar) – podobno można ją zjeść w Islandii, my jednak nigdzie się z tym nie spotkaliśmy. I chyba i tak byśmy nie zjedli, wszak foki są zbyt fajne…

Geotermalny chleb – to jest dopiero ciekawy pomysł! Na Islandii nie trudno zaobserwować miejsca, gdzie energia z wnętrza ziemi dosłownie uwalnia się na zewnątrz w postaci gorącego powietrza lub wody. Sprytni Islandczycy wykorzystują takie sytuacje i pieką chleb w geotermalnych piecach. Czysta i ekologiczna a na dodatek całkowicie darmowa energia serwowana przez matkę naturę!

Ciasto geotermalne

Ciasto geotermalne

Kuchnia geotermalna

Kuchnia geotermalna

Islandzka deska rozmaitości (Þorramatur) – jest to najczęściej bufet złożony z większości rzeczy wymienionych powyżej. Wyobraźcie sobie na jednym talerzu głowę owcy, jądra barana, zgniłego rekina i kiszkę pełną flaków… mniam! Mieszanka typowa dla zimowych miesięcy, a w szczególności święta Þorrablót, organizowanego dla uczczenia dawnych zwyczajów.

Porramatur - islandzka deska rozmaitości (flickr by Stefán Birgir Stefáns)

Porramatur – islandzka deska rozmaitości (flickr by Stefán Birgir Stefáns)

tego nie jedz

W wielu miejscach można zjeść również mięso z wieloryba oraz maskonura. Niestety. My takowego nie spróbowaliśmy. Jadąc tam zastanawialiśmy się, czy będziemy mieli szansę, a jeśli tak to czy spróbujemy tych „przysmaków”. Jednak już na miejscu dowiedzieliśmy się sporo an ten temat, a wiedza ta zdecydowanie odwiodła nas od ich konsumpcji.

To kto jest chętny na kulinarną wyprawę na Islandię po takiej dawce smakowitych informacji? 😀

O Autorze

Dębowy - dumny posiadacz tytułu magistra turystyki. Tworzy bloga choć nie potrafi pisać. Bezgranicznie zakochany w przygnębiającej muzyce, dobrym reportażu i taniej whisky z colą. W wolnych chwilach podróżuje, czyta, słucha muzyki i marudzi. Marzy o objechaniu świata na wskroś i na wspak oraz wydaniu tomiku poezji dekadenckiej.

  • Brzmi apetycznie! 😉 Rekina kiedyś próbowałam, polecam, ciekawe doświadczenie. Porównuję to do słoniny o smaku starej ryby 😉 A suszona ryba jest jak stary papier o smaku ryby (całkiem młodej 😉
    Reszty dziwactw nie tknę, choćbym padała z głodu! 😉
    Islandczycy twierdzą, że z głowy baraniej zjadliwy jest też nos… (szok!)