Islandia – Informacje praktyczne

Póki jesteśmy na „świeżo” i wszystko pamiętamy! Garść przydatnych informacji o podróżowaniu przez Islandię. Mamy nadzieję, że komuś się ta wiedza przyda podczas wyjazdów. Na koniec nasz koszmar czyli finansowe podsumowanie wyjazdu…

Spis treści:
1. Jak dostać się na Islandię?
2. Transport wewnątrz kraju
3. Pieniądze i ceny
4. Pogoda
5. Noclegi
6. Jedzenie
7. Inne spostrzeżenia
8. Ile nas to wszystko kosztowało

Jak dostać się na Islandię?

Na Islandię można dostać się w dwojaki sposób: samolotem lub promem. Przy czym, jeśli nie zamierzasz zabierać ze sobą własnego auta, to prom trochę mija się z celem, gdyż płynie długo i jest znacznie droższy, ale o tym za chwilę.

Samolotem:

1. Wizzair Gdańsk – Keflavik: pierwsze połączenie tanich linii lotniczych z Polski do Islandii. Niskie ceny zwłaszcza poza sezonem, choć przy odrobinie szczęścia, refleksu i cierpliwości da się znaleźć przyzwoitą cenę również na lato. Loty startują pod koniec czerwca. Najtańsze bilety oscylują nawet wokół 300zł w obie strony, co jest świetną ofertą na tej trasie.

2. Wizzair lub Ryanair do UK, następnie EasyJet do Keflaviku: dopóki nie było lotów z Gdańska była to najlepsza dla Polaków opcja dostania się na Islandię. Bilety do UK można bez większego problemu dostać za kilkadziesiąt złotych. Z Wielkiej Brytanii polecimy dalej z Londynu (Luton), Bristolu, Manchesteru, Edynburga i Belfastu. Zwykle za około 500zł w obie strony, choć zdarzają się fajne promocje nawet za połowę tej kwoty. Opcja mniej wygodna, bo z przesiadką, często jednak wychodzi atrakcyjnie cenowo.

3. WOW Air z Berlina lub Warszawy: Islandzkie linie oferujące dość tanie bilety do Rejkiawiku. Najlepsze są oferty z Berlina – nawet 400zł za lot w obie strony. Trzeba polować na okazje.

Promem:

Promy na Islandię kursują z Danii z portu Hirsthals do Seydysfjordur. Rejs trwa 72 godziny, przy czym część promów zatrzymuje się na 3 dni na Wyspach Owczych. Może to być atutem dla zaciekawionych ich zwiedzeniem, lub udręką, jeśli Cię one nie interesują, a jakimś cudem przegapiłeś informację, że to właśnie Twój rejs ma tam przerwę. Niestety promy kosztują co najmniej kilkaset euro (nawet bez samochodu).

Transport wewnątrz kraju:

Wypożyczonym autem:

Na ten temat poświęcimy osobny artykuł, więc póki co dość ogólnie: jest to zdecydowanie najwygodniejszy środek transportu na wyspie, ze względu na bardzo ograniczoną infrastrukturę transportu publicznego. Autobusów jest mało, a pociągów nie ma wcale. Wypożyczalni jest mnóstwo, zarówno znanych i dużych kompanii jak i małych lokalnych firm. Najwięcej oczywiście na lotnisku i w stolicy. Ceny nie są niskie i podczas sezonu sięgają często monstrualnych kwot (dwukrotność cen spoza sezonu). Decyzja czy wybrać małe auto osobowe czy coś większego z napędem 4×4 zależy od tego, co chcemy zobaczyć. Nie radzimy jednak planować interioru Chervroletem Sprakiem, gdyż: po pierwsze rozleci się na kawałki po 2 kilometrach, a po drugie jest to zwyczajnie zabronione, o czym informują znaki przy wjazdach na drogi off-road’owe oznaczone literą F (np F357). Aby objechać wyspę dookoła drogą numer 1 wystarczy w zupełności auto osobowe. Dopuszczalne prędkości to: 50km/h w terenie zabudowanym, 90km/h w terenie i 80km/h na drogach szutrowych. Cena benzyny to około 225 koron czyli ok. 6,30zł (stan na czerwiec 2015). O naszych doświadczeniach z wypożyczonym autem, na co uważać, czego nie robić, co warto, a czego nie, a także ile to kosztuje napiszemy już za kilka dni.

Takie widoki czekają na kierowców. Jeden z nielicznych tak płaskich terenów

Takie widoki czekają na kierowców. Jeden z nielicznych tak płaskich terenów

Autobusem

Można, ale jest to kompletnie bez sensu. Autobusy są drogie i jeżdżą rzadko. Zwykle jeden lub dwa dziennie, nawet pomiędzy największymi miastami. Autobus nie zatrzyma się żebyś mógł zrobić zdjęcie, a z własnego doświadczenia wiemy, że za każdym zakrętem czają się niesamowite widoki. Autobus traktowalibyśmy jako ostateczność. Są też autobusy turystyczne, które obwożą turystów po ważniejszych atrakcjach, jest to jednak opcja typowo dla Azjatów i tych którym 15 minut wystarczy na obejrzenie tych wszystkich pięknych rzeczy, które Islandia oferuje. Jeśli jednak ktoś by się zdecydował to wszystkiego dowie się z tej strony: http://www.straeto.is/ . System jest dość nietypowy i kupuje się tam bilety na odcinki jazdy. Jeden taki bilet kosztuje 400 koron, i dla przykładu z Reykjawiku do Vik potrzeba 14 biletów czyli trochę ponad 100zł.

Pociągiem

Nie ma. Ponoć były plany wybudowania kolei, ale kompletnie by się to nie opłacało. Teren trudny, a ludzi mało.

Samolotem

Islandia, prócz międzynarodowego lotniska w Keflaviku, dysponuje jeszcze szeregiem mniejszych lotnisk lokalnych do obsługi lotów krajowych. Są to głównie małe samoloty turbośmigłowe i awionetki. Ciężko powiedzieć ile dokładnie jest tych lotnisk, ale okrążając wyspę mijaliśmy kilkanaście z nich. Niektóre z pełnoprawnymi pasami startowymi i wieżami kontroli lotów, inne z kolei to trawiaste pasy przystosowane pod małe prywatne samoloty. Nie jest to jednak tania zabawa, loty kosztują często po kilkaset euro.

Autostopem

Nie próbowaliśmy, ale wielu innych tak. Autostopowiczów na Islandii jest wielu, niestety nikogo zabrać nie mogliśmy, sami ledwie mieszcząc się z bagażami w naszym maleńkim aucie. Z relacji ludzi wiemy jednak, że autostop ma się bardzo dobrze. Jedyny problem może wystąpić na mniej uczęszczanych drogach, gdzie ruch jest znikomy i bywa, że jeździ tam zaledwie kilka aut dziennie. Lepiej więc nie zapuszczać się daleko w interior. Wzdłuż drogi numer 1 nie powinno być problemu. Czasem może być ciężko ze względu na kapryśną islandzką pogodę. Częste deszcze i wiatr chcący urwać głowę nie ułatwiają sprawy, a skryć się nie ma gdzie. Nie ma wiat autobusowych czy choćby drzewa przy drodze.

Pieniądze i ceny

Waluta – korona islandzka 100 koron= 2,50zł
Gotówka przydaje się tu w niewielu przypadkach, głównie na kempingach przy płaceniu za prysznic, czy pranie i w automatach z jedzeniem i piciem. Poza tym WSZĘDZIE można płacić kartą. Na ulicznych straganych, w publicznej toalecie, w prywatnym guest housie, a na stacjach benzynowych zapłacić można tylko kartą. Raz tylko spotkaliśmy się z sytuacją gdy musieliśmy płacić gotówką i było to w muzeum penisów.

Ceny w Islandii są znacznie wyższe niż te w Polsce. Zwłaszcza usługi, transport i noclegi. Jedzenie w marketach natomiast jest znośne. Najtańszy market to Bonus z charakterystyczną świnką w logo – taka tutejsza Biedronka. Jest tu znacznie taniej niż w innych marketach i ceny podstawowych produktów nie powinny przerażać polskiego turysty.
Trochę gorzej jest z noclegami i transportem. Wszystko co da się zabookować wcześniej, lepiej bookować wcześniej . Noclegi z dnia na dzień są koszmarnie drogie i często kompletnie obłożone, podobnie jest z biletami czy wypożyczeniem auta. A oto przykładowe ceny jedzenia, transportu i zakwaterowania jakie napotkaliśmy po drodze (stan na czerwiec 2015):

Przykładowe ceny:
– zupa dnia w restauracjach 1000-1500 ISK (przy czym bywa, że jest to bufet i można tej zupy zjeść do oporu wraz z pieczywem, a czasem i sałatką); najtańszy ciepły posiłek poza fast foodami
– danie główne w przeciętnej restauracji 2500-6000 ISK – jakieś mięso, ryba, owoce morza plus dodatki
– typowy hot dog islandzki – 350 ISK – dostępne na większości stacji benzynowych i w przydrożnych barach. Smaczna i tania przekąska podczas przerwy w drodze.

– kampingi – 800-1500 ISK za osobę. Prawie zawsze dostępna jest wspólna kuchnia, często też wi-fi. Toalety są prawie zawsze zadbane i czyste, natomiast prysznice bywają dodatkowo płatne (300-500ISK za kilka minut) – jednak tylko wtedy gdy woda ogrzewana jest gazowo lub elektrycznie. Woda geotermalna, śmierdząca trochę siarkowodorem jest za free :)
– najtańszy pokój dwuosobowy w guesthousie kupowany z dnia na dzień minimum 10000ISK. Strasznie dużo, lepiej bookować wcześniej.
– paliwo 230ISK/l
– duży kartusz z gazem – 1000ISK

Pogoda

Nieprzewidywalna jak cholera. I niestety często pochmurna, deszczowa i ponad wszystko wietrzna. Islandczycy mają nawet powiedzenie: „nie podoba Ci się pogoda w Islandii? Poczekaj 5 minut będzie jeszcze gorsza” O dziwo zimy są tu łagodne, ze względu na ciepły prąd morski Golfsztrom okalający wyspę, przynosi on jednak obfite opady śniegu. Wiosna zaczyna się zwykle w maju, choć z tym bywa różnie. Sezon turystyczny trwa przez całe lato czyli od połowy czerwca do końca sierpnia, wtedy też jest najmniej opadów i najwięcej słońca. No i ceny też są najwyższe. Latem słońce ledwie chowa się za horyzontem, więc w nocy de facto jest jasno, natomiast zimą jest niestety odwrotnie J Prognozę na kolejne dni można sprawdzić na stronie vedur.is

Taka pogoda nie zdarza się często. Zdjęć złej pogody nie mamy, bo kto by to chciał oglądać? :)

Taka pogoda nie zdarza się często. Zdjęć złej pogody nie mamy, bo kto by to chciał oglądać? :)

Noclegi

Bardzo nas to zdziwiło, ale wcale nie było tak łatwo z miejscem pod namiot. Praktycznie cały teren wzdłuż drogi numer jeden to teren prywatny, a w Islandii gdy teren jest prywatny to jest ogrodzony i pasą się tam zwykle stada owiec. Trzeba się więc trochę naszukać. Nam sprawy na pewno nie ułatwiał rzucający się w oczy z kilometra biały samochód. Tak jak w całej Skandynawii tak i tu kampować na dziko można legalnie, o ile nie jest to teren prywatny i nie bliżej niż 100 metrów od zabudowań. W praktyce takiego nieprywatnego terenu trzeba szukać wjeżdżając w głąb trzycyfrowych szutrowych dróg, lub partyzancko rozbić się na czyimś pastwisku licząc, że nikt nie zauważy i nie przepędzi. Są też wszędobylskie kamienie, głazy i pola lawy, które sprawę rozbijania namiotu znacznie utrudniają.

Nasz obóz na kampingu nieopodal jeziora Myvatn

Nasz obóz na kampingu nieopodal jeziora Myvatn

Dobrą i niedrogą opcją są kampingi. Za ok. 1200isk za osobę mamy do dyspozycji równe miejsce na namiot, wyposażoną kuchnię, toalet, prysznice i nierzadko wi-fi. Kampingów jest dużo i nawet jeśli nie są usytuowane tuż przy drodze, to prowadzą do nich charakterystyczne znaki. Warto pamiętać że recepcja czynna jest zazwyczaj kilka godzin rano i kilka wieczorem. Gdy przyjedziemy późno wieczorem, możemy wrzucić pieniądze do specjalnie stworzonych w tym celu skrzyneczek. Planując wiele nocy na kampingach warto rozpatrzeć zakupienie karty camping card, umożliwiającej spędzenie 28 nocy na 42 obiektach w całym kraju. Karta kosztuje 105 euro (trochę ponad 400zł). Jedna karta uprawnia do noclegu dla dwóch dorosłych osób. W cenę karty nie są wliczone dodatkowe usługi jak płatne prysznice i pranie. Więcej szczegółów na http://campingcard.is

Hostele – te z którymi się zetknęliśmy kosztowały ok. 4000isk za miejsce w pokoju wieloosobowym, ale wszystkie były zajęte… Trzeba więc rezerwować z dużym wyprzedzeniem.

Hotele – jest ich dość sporo, ale wciąż za mało na zwiększającą się ilość turystów. Ceny są zdecydowanie wysokie i raczej żadnych backpackerów tam nie spotkamy. Najtańsze ceny jakie widzieliśmy zaczynały się od 10000-12000isk i miały fatalne opinie na booking.com. W sezonie praktycznie nie ma wolnych pokoi, a jeśli jakimś cudem jakiś się znajdzie to cena pewnie zwali Was z nóg.

Guesthouse’y – nasze ulubione zakwaterowanie pod dachem. Właściciele prawie zawsze są sympatyczni i mega pomocni i to nie tylko w Islandii, ale i generalnie prawie wszędzie na świecie. Przyszło nam skorzystać raz. Nocleg znaleziony przez booking.com kosztował 10000isk (szukaliśmy na ten sam dzień, z wyprzedzeniem na pewno da się taniej). Sympatyczni ludzie, fajny pokój, świetnie wyposażona kuchnia. Tyle w temacie. Warto przeszukać też airnab.com.

Jedzenie:

Wszystko o islandzkich smakołykach opublikujemy jeszcze w tym tygodniu. Wiedzcie jednak, że jest smacznie, a czasami też dziwnie i nieco obrzydliwie :)

Inne spostrzeżenia:

– przy drogach znajdują się znaczki z kierunkowskazami do atrakcji turystycznych. Czasem warto zjechać, nawet gdy nic o tym miejscu nie wiemy. Może nas nieźle zaskoczyć.
– Nawet w małych miejscowościach znajdziemy informacje turystyczne (prowadzą do nich znaki z charakterystyczną literką „i”) a w nich broszurki, mapki i mnóstwo wiedzy o regionie, często też Internet
– w restauracjach w godzinach lunchowych często dostępny jest bufet, gdzie jesz ile chcesz za rozsądną cenę -1500-2000isk
– W Islandii praktycznie wszędzie są baseny. Nawet w małych wioskach. Nie są drogie, a można się odprężyć choćby w trakcie przerwy podczas jazdy. Czasem są połączone z gorącymi źródłami.
– warto zabrać dodatkowe śledzie i odciągi do namiotów, a nawet ekstra plandekę przeciwdeszczową. Pogoda bywa naprawdę ekstremalna i niedostatecznie zabezpieczony namiot może nam zwyczajnie odlecieć.

Podsumowanie finansowe:

Poszło jak zwykle więcej niż zakładaliśmy, ale takie są uroki tych podróży. Wydawaliśmy funty, więc w podsumowaniu założyłem kurs funta na równe 5zł, żeby łatwiej się było we wszystkim połapać. Nie wliczamy w to sprzętu jaki zakupiliśmy, oraz wszystkich małych zakupów jakie się po drodze dokonały.

1. Wypożyczenie auta Suzuki Jimny 4×4 na 10 dni – 2250 zł
2. Paliwo za przejechanie 2600km – 1300zł (może być niewiele więcej, nie jestem pewny czy wszystko zliczyłem)3. Noclegi 3x kamping – 150zł + 1x guestahouse 250zł = 400zł
4. Ubezpieczenie na poczet wkładu własnego przy wypożyczeniu auta – 150zł (ważne cały rok)
5. Ubezpieczenie na podróż – 100zł
6. Rejs żaglowcem napodpatrywanie wielorybów i maskonurów – 600zł za dwie osoby
7. Wejściówki do muzeów itp – 120zł
8. Bilety lotnicze: easyjet z Manchesteru do Keflaviku i z powrotem plus jeden bagaż – ok 1000zł
9. Jedzenie – nie jestem w stanie powiedzieć w tym momencie. Część była płacona, kartą moją, część Natalii, (przy czym nazwy na wyciągu z konta nic nam nie mówią, więc nie wiem co jest co), część gotówką. Trochę tego było na pewno, bo byliśmy w kilku restauracjach. Zakupy zwykle robiliśmy w bonusie gdzie ceny są mniej więcej 30% wyższe niż w Polsce. Jak dojdziemy do konkretnej kwoty damy znać.

Całość bez jedzenia = 5920zł

Wnioski:

  1. Na pewno dałoby radę zaoszczędzić na noclegach i spać tylko na dziko w namiocie. Czasem po prostu pogoda lub nawet zmęczenie (a czasem lenistwo) decydowały, że decydowaliśmy się na kamping lub w skrajnej sytuacji nocleg pod dachem
  2. Auto osobowe bez napędu 4×4 może być 30-50% tańsze (w zależności od wypożyczalni i klasy auta). Jednak nie żałujemy swojej decyzji. Parę razy udało się wjechać tam, gdzie bałbym się zapuszczać małą osobówką (choć byli i tacy co próbowali). Swoim autem to inna sprawa, o wypożyczone trochę się jednak baliśmy.
  3. Można odpuścić zupełnie restauracje i jeść tylko rzeczy marketowe przyrządzone na kuchni turysytcznej. Też się da smacznie!
  4. Dużo kosztował rejs. Ale wrażenia są niesamowite. Wykupiliśmy najdroższą opcję żaglowcem. Można taniej, na kutrze rybackim lub jeszcze taniej na motorówce przy czym ją totalnie odradzamy. Widzieliśmy i wygląda to strasznie, ludzie upchani jak sardynki, motorówka skacze na falach w górę i dół (powodzenia dla tych z chorobą morską i tych obok nich)
    My płynęliśmy 80% czasu pod żaglami, co było fenomenalnym uczuciem, zwłaszcza dla kogoś kto robił to pierwszy raz – czyli dla nas:)
  5. Ubezpieczenia pewnie też można odpuścić, ale na Islandii jest mnóstwo szutrowych dróg i bardzo łatwo o rysy i odpryski, a nawet zbitą szybę. Strasznie silny wiatr może wyrwać drzwi z rąk nawet silnej osobie. Nie ma sensu kupować ubezpieczenia u firmy wynajmującej, bo przepłacimy słono. Ubezpieczenie na rok w firmie zewnętrznej jest 5 razy tańsze niż u kompanii wynajmującej na 10 dni.
  6. Nie ma sensu płacić za GPS, większość telefonów i tak je ma, a nawet jeśli nie to zwykła tania papierowa mapa wystarczy, bądź te darmowe w informacjach turystycznych. Tam nie ma wielu dróg, ciężko się zgubić.

O Autorze

Trudno jej usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Na szlaku, z podróżnym dobytkiem na plecach czuje się jak ryba w wodzie. Największe wrażenie wywołuje na niej twory natury. Godzinami może oglądać poczynania zwierzaków, w szczególności kóz i wyder, które swoim urokiem zaskarbiły sobie jej bezgraniczną sympatię. Lubi eksperymentować, szczególnie w kuchni, najbardziej z ciachami. Łakocie wyniucha wszędzie.

  • Wooooooooow! Islandia…Super, super, super! :)
    Z niecierpliwością czekam szczególnie na relację z rejsu żaglowcem na podpatrywanie wielorybów i maskonurów… Mam nadzieję, że udało Wam się je zobaczyć! :)

  • Przepadłam tu u Ciebie… Sama piszę głównie o Islandii, ale kocham też o niej czytać :) Co ciekawe,jeszcze nie trafiłam na nikogo, kto by nie był ZACHWYCONY wycieczką (niezależnie od przygód 😉 oraz nie chciał ponownie tu wrócić :)