Fanami herbaty jesteśmy nie od dziś. Jak już pewnie zauważyliście wcześniej nasze serca zaskarbiła herbata marokańska. Dziś pora na kolejną dawkę liściastego naparu …

Herbata po angielsku – filiżanka pierwsza

W celu napisania tego tekstu udałem się do jednego z tak zwanych „tea roomów” – miejsc gdzie starsi Brytyjczycy spędzają wolne chwile, przepijając swoje emerytury i gadając o dupie Maryni z równie podstarzałymi przyjaciółmi od, bądź co bądź, kielicha. Chciałem poczuć prawdziwie angielskiego ducha wtapiając się w świat miłośników herbaty, zobaczyć co piją i jak, o czym rozmawiają i jak się zachowują. No więc siedzę sącząc Ceylon Orange Pakoe i obserwuję. Okoliczności typowo angielskie: zachmurzone niebo, dookoła kilkusetletnie domy z czerwonej cegły porośnięte zielonym bluszczem, ćwierkające kosy, a gdzieś w oddali panowie na rusztowaniu wesoło rzucający kurwami od czasu do czasu. Wszystko wydaje się idealne poza jednym małym szczegółem – jestem jedynym klientem… Kurka wodna no. Drobnych mam jeszcze na trzy dzbanki, więc jest nadzieja, że ktoś jeszcze się pojawi. Tymczasem poopowiadam trochę skąd się to wszystko w ogóle wzięło.

cup of tea

Historia

Chyba nie muszę przypominać, że herbata w Wielkiej Brytanii po prostu nie występuje naturalnie. Skąd więc taki szał na coś, co rośnie na drugim końcu świata i nie ma choćby najmniejszych właściwości psychogennych? W dużym skrócie: XVII wiek. Imperium Brytyjskie rozciąga się przez niemal wszystkie strefy czasowe. Angielskie ziemie zalewane są zupełnie nieznanymi towarami z zamorskich koloni. Najznamienitsi obywatele prześcigają się w serwowaniu swoim gościom specjałów z miejsc, których istnienia do niedawna nawet nie podejrzewano. W ten właśnie sposób na stół króla Charlesa II trafił napar z niepozornych zielonych liści tajemniczej rośliny. To co działo się dalej to typowy efekt kuli śnieżnej. Żona króla pochwaliła się koleżankom, te – jak to kobiety – rozniosły dalej. W krótkim czasie herbata stała się hitem, towarem pożądanym jak promocyjne karpie na święta i nowe iPhony. Chcesz być kimś? Pij herbatę! A nie była to tania rozrywka. Dopiero wiele lat później anglikom udało się wykraść sadzonki z Chin i stworzyć własne plantacje, dzięki czemu liściasty napój mógł zagościć również na stołach nieco uboższych wyspiarzy.

Herbata nalewanie

Herbata po angielsku – filiżanka numer 2

W międzyczasie zza chmur wyszło trochę słońca, a ja doczekałem się w końcu jakichś klientów. Jakby spodziewając się, że mam zamiar ich szpiegować, usiedli z dala ode mnie, toteż niewiele byłem w stanie podsłuchać. Dwie starsze panie. Zamówiły herbatę English Breakfast (najzwyklejsza czarna) i chyba jakieś ciastko. Teraz się okaże, co to jest prawdziwa herbata po angielsku. Z moich ograniczonych odległością obserwacji mogę jedynie stwierdzić, że wesoło sobie gaworzyły, raczej omijając tematy żylaków i tej hałaśliwej pindy spod „czwórki”, które tak dobrze znamy z własnego podwórka. W tym miejscu muszę dodać, że starsi Brytyjczycy to przemili ludzie. Zawsze uśmiechnięci, pogodni i ze wszech miar uprzejmi. Nierzadko w jedynym zdaniu potrafią dziękować i przepraszać po kilkakroć – choć nie wiadomo z jakiego powodu . Gdy przypadkiem potrącisz takiego dziadka na chodniku, to cię jeszcze przeprosi, mimo że to ty w niego wpadłeś. Pochodzę z kraju gdzie po sześćdziesiątce się tylko marudzi: że Tusk to bydle, że leki za drogie, że biedronka za daleko i cza iść po kiełbasę a nogi bolą. Tutaj jest inaczej. Staruszkowie spotykają się na herbatce uprawiając tak zwany small talk, czyli niezobowiązującą rozmowę na tematy zupełnie neutralne takie jak pogoda, samopoczucie rozmówców, nowinki z życia znajomych lub celebrytów. Nic co mogłoby podnieść ciśnienie lub wywołać kłótnie. I potrafią tak nawijać o niczym przez godzinę, rozejść się, aby nazajutrz rytuał powtórzyć.

Dębowy i herbata

Historia Five O’clock Tea

Pora przejść do sedna. Piąta po południu. Teraz się zacznie. Siedzę tu już 3 godziny. Pęcherz pełny, bateria w komputerze prawie pusta, ale trzymam się dzielnie, wszak za chwilę zapełnią się wszystkie stoliki dostarczając mi w końcu jakiś wartościowy materiał do badań. Coś jednak jest nie tak. Na zegarku już „za dziesięć” a ludzie zamiast bić się o stoliki wychodzą, aż w końcu zostałem sam. Moje nieme zdumienie przerywa kelnerka informując, że powoli muszę się zbierać bo zaraz zamykają. Ale jak to?! Przecież five o’clock… przecież herbata… tradycja, esencja brytyjskości! Toż to jak w Islamie – muezin zaczyna wyć z minaretu to idziesz się modlić i kropka. Tak po prostu jest. A tutaj bezczelnie zamykają? Powoli zaczyna do mnie docierać, że wybrałem jakieś lewe miejsce, prowadzone pewnie przez jakiś mało angielskich uchodźców z drugiego bieguna. Idę szukać gdzie indziej. Obchodzę wszystkie znane mi tea roomy i oczom nie wierzę: wszystkie czynne do piątej, jeden w porywach do szóstej, ale tylko w weekendy. Zdezorientowany wróciłem do domu, by zanurzyć się w lekturze i dowiedzieć o co tu tak naprawdę chodzi. Co się okazuje? Otóż herbatka o piątej była tradycją, ale dawno temu. Bogate szlachcianki znudzone życiem w bogactwie spotykały się po południu aby poplotkować – zwykle właśnie o piątej. I jakoś tak to zostało w świadomości nie tylko samych anglików, ale też przyjezdnych takich jak ja, próżno chcących skosztować herbaty o tej magicznej godzinie. Żeby nie było – herbatę oczywiście dostaniemy, ale tylko w zwykłej restauracji, mającej zwykle ograniczone jej zasoby do tych standardowych odmian. No i klimat też nie ten. Na szczęście herbata jest w kulturze Anglii wciąż obecna. Tea roomów jest sporo i są fantastycznymi miejscami, które każdemu polecam. Jedynie godzina się zmieniła, co w sumie jakoś można przeboleć.

Earl Grey Tea Room York

Z czym to się je?

Bo herbata to nie wszystko, a Brytyjczycy kochają zagryzać ją czymś słodkim lub chociaż zwykłą kanapką. W menu każdego tea roomu znajdziemy pozycje takie jak cream tea oraz high tea. Są to zestawy składające się z wybranej przez nas herbaty oraz:

  •  Cream teascone z solonym masłem, konfiturą i specjalnym rodzajem śmietany (scone to tradycyjna angielska słodka bułeczka z rodzynkami)
  • High teascone jak powyżej plus zestaw wybranych kanapek plus wybrane ciasto (śmiało może być potraktowane jako lunch)

Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz niepraktykowana w Polsce, a będąca na porządku dziennym na wyspach. Strasznie mnie zdziwiło, że do każdej czarnej herbaty dostawałem prócz cukru i ewentualnie cytryny, również mleko. Brytyjczycy dolewają mleko do herbaty i jest to dla nich zupełnie normalne. Mi to nijak nie smakuje, ale co kraj to obyczaj.

Kiepsko coś mi wyszły moje obserwacje, ale chyba mogę zrzucić winę na kiepski dzień i na pewno spróbuję ponownie. Jedno jest pewne: spędzanie czasu w tea roomie przy herbatce jest bardzo przyjemne i… bardzo angielskie.

high tea

… od tego konkretnego wydarzenia minęło już kilka miesięcy. Przez cały ten czas bardzo chętnie zgłębialiśmy tajniki herbacianych zakamarków, poznając nowe zwyczaje i towarzyszące im smaki. Sporo się tego uzbierało, a w szczególności przepisów na pyszności,   którymi sukcesywnie będziemy się z Wami dzielić. (Natalia)

 

Natalia i herbata

Bistro Guy Tea

Hight Tea 2

old white swan tea

Mini kanka do mleka

Cream tea scones

 

 

 

 

O Autorze

Dębowy - dumny posiadacz tytułu magistra turystyki. Tworzy bloga choć nie potrafi pisać. Bezgranicznie zakochany w przygnębiającej muzyce, dobrym reportażu i taniej whisky z colą. W wolnych chwilach podróżuje, czyta, słucha muzyki i marudzi. Marzy o objechaniu świata na wskroś i na wspak oraz wydaniu tomiku poezji dekadenckiej.

  • To, że Five O’clock Tea nie jest praktykowane od dawna, to prawdziwy skandal! 😉 Kto mógłby przypuszczać, że taki miły zwyczaj odszedł w niepamięć? Szkoda trochę.

  • Aleksandra Czech

    omonomonom zdjecia!