HERBATA MAROKAŃSKA przepis i wskazówki parzenia

Wiecie już co nieco o tradycyjnym marokańskim napoju. Czas żebyście go sami przyrządzili. W Maroku widzieliśmy wiele różnych sposobów przygotowania Berber Whisky. Czynność jest trochę bardziej czasochłonna niż standardowe parzenie, ale smak warty chwili uwagi. Postarałam się wyciągnąć kwintesencję całego procesu i przedstawiam ją krok po kroku. Mam nadzieję, że to zachęci Was do spróbowania i ułatwi przygotowanie przepysznego napoju, którym jest herbata marokańska. To naprawdę proste!

Tak się złożyło, że w czasie wyprawy obchodziłam akurat urodziny. Dębowy sprawił mi genialny prezent, którym był imbryczek, właśnie jego używam do parzenia. Równie dobrze sprawuje się garnek z pokrywką, sprawdziłam, kiedy nie miałam pod ręką czajniczka.
***
HERBATA MAROKAŃSKA
przepis i wskazówki parzenia
***

Składniki:

Zielona herbata – odmiana gunpowder
Świeża mięta
Cukier
Woda
Szklanki

Sprzęt:

Naczynie do gotowania (imbryk albo garnek z pokrywką)
Łyżka

Przygotowanie:

Do imbryka, w zależności od rozmiarów, wsypuje się 3-4 łyżki herbaty, a następnie zalewa wrzątkiem. Pierwszy napar jest wylewany, dzięki niemu liście się rozwijają i oczyszczają z drobin, które mogłyby unosić się w napoju po przygotowaniu.
W tym momencie dodaje się do dzbanka dużo cukru cukru, świeżą miętę, czasami liście piołunu lub werbeny cytrynowej. (Drugim sposobem na dodanie ziół, jest umieszczenie ich w szklankach i zalanie gotową już herbatą – tym razem tę opcję wybraliśmy.)
Ponownie napełnione wrzątkiem naczynie stawiane jest na ogniu, całość doprowadza się do wrzenia i gotuje przez kilka minut. Już można by rozpocząć nalewanie… ale należy jeszcze dokładnie wymieszać składniki i rozpuścić cukier. W tym celu trzykrotnie nalewa się herbatę do swojej szklaneczki i wlewa ją z powrotem do imbryka!
Teraz marokańska herbata może być już zaserwowana!

***

Na koniec historyjka z podróży ku przestrodze

Bardzo martwiłam się o moje marokańskie pamiątki, w szczególności o imbryczek, bo nie dość, że jest piękną ozdobą, to chciałam zaprezentować najbliższym jego funkcjonalność i dać okazję do spróbowania jak smakuje prawdziwa marokańska herbata. Owinęłam go jak najlepiej się dało, w miękkie bluzy, starając się zabezpieczyć przed uszkodzeniami. Dębowy miał niezły ubaw z mojej zapobiegliwości, twierdził, że co się może stać z metalowym masywnym przedmiotem. Już w samolocie w żartach zapytał, co bym zrobiła, jakby po odpakowaniu okazało się, że dzióbek odleciał… Zganiłam go za krakanie, ale nie wzięłam tego do siebie. Musielibyście zobaczyć moją minę kiedy odwinęłam bluzę, a między korpusem a dzióbkiem ziajała ogromna szpara. Co oni musieli robić z tym bagażem, że zdołali „popękać” metalowy czajnik, owinięty i obłożony innym przedmiotami?! Zaraz po powrocie czekała mnie wycieczka do pobliskiej firmy spawalniczej…