Są miejsca gdzie jada się rzeczy wyszukane, skomponowane z niebanalnych składników, ku uciesze wysublimowanych podniebień ludzi z głębokimi kieszeniami. Takie foie gras, na przykład, czy inne żabie udka oprószone najrzadszymi truflami, na pierzynce z jadalnego złota, podane w diamentowej miseczce. Brzmi nieźle, ale są również miejsca, gdzie sytuacja przybiera zupełnie inny obrót. Gdzie jedzenie jest proste (nawet prostackie!), przaśne, niemal żywcem wyjęte ze stereotypowej pirackiej tawerny. Na coś takiego natrafiliśmy w Portugalii.

Wyobraźcie sobie ogromnego TOSTA z kilkoma rodzajami szynki, boczkiem, kiełbasą oraz wołowym stekiem w środku… Na to wszystko wchodzi sadzone jajo, po czym całość jest zapiekana w potężnej ilości żółtego sera. Brzmi nieźle? To nie wszystko… Po zapieczeniu nasza „kanapka” wrzucana jest do głębokiego talerza wypełnionego piwnym sosem, w którym dosłownie pływa, zanurzona do połowy. A jakby komuś jeszcze było mało to zwykle podaje się do tego talerz frytek. Kupa mięcha, ser, jajko, frytki i talerz sosu na bazie piwa – francesinha – najbardziej męska kanapka świata.

W całej okazałości Źródło: wikimedia

W całej okazałości  Źródło: wikimedia

Francesinha – kto ją wymyślił i skąd się wzięła?

Kto? Oczywiście facet. Teorii jest kilka, lecz pewnym jest, że był to wielki owłosiony jegomość z dużym brzuchem. Najpewniej miał również drewnianą nogę, przepaskę na oku i hak zamiast ręki, a jako przystawkę do swojej ulubionej kanapki zjadał małe dzieci, zagryzając to wszystko deserem z małych kotków.

To teraz tak nieco poważniej…: do końca nie wiadomo kiedy francesinha powstała, ani kto ją wymyślił. Wiadomo jednak, że swoje korzenie ma w portugalskim Porto – pięknym mieście słynącym najbardziej z wina o tej samej nazwie. Znajduje się tu również port, a jak jest port, to są też marynarze, rybacy i oczywiście tawerny. Praca na statku jest ciężka, toteż mężczyźni na nich pracujący, muszą się dobrze odżywiać. A że na morzu pracują prawdziwi faceci, nie było mowy, żeby jedli jakieś kiełki i brukselkę jak szczury lądowe. Potrzebowali mięsa. Dużo mięsa. I właśnie w tych portowych tawernach i kuchniach pokładowych dawnych okrętów upatrywałbym genezy tej niezwykłej kanapki.

żródło: wikimedia

źródło: wikimedia

Franshesihna

źródło: Jessica Spengler flickr

Gdzie zjeść najlepszą francesinhę?

Tego Wam nie powiem. Jedliśmy kilka różnych i każda była inna. Niemniej serwowana jest WSZĘDZIE, więc przegapić się nie da. Spróbować warto, a nawet trzeba, szczególnie w Porto, gdyż w pozostałych częściach Portugalii nie jest wcale francesinha taka popularna. Za niedługo sami spróbujemy ją odtworzyć w naszej kuchni i choć do wilków morskich nam daleko, na pewno pochwalimy się efektem… :)

O Autorze

Trudno jej usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Na szlaku, z podróżnym dobytkiem na plecach czuje się jak ryba w wodzie. Największe wrażenie wywołuje na niej twory natury. Godzinami może oglądać poczynania zwierzaków, w szczególności kóz i wyder, które swoim urokiem zaskarbiły sobie jej bezgraniczną sympatię. Lubi eksperymentować, szczególnie w kuchni, najbardziej z ciachami. Łakocie wyniucha wszędzie.