Pisaliśmy kilka dni temu o wizycie w Szklarskiej Porębie. Teraz kolej na część drugą – Harrachov. Jest to niewielkie, aczkolwiek malowniczo położone i urocze miasteczko u stóp gór Izerskich. Pierwsza miejscowość po przekroczeniu granicy polsko-czeskiej w Jakuszycach, zaledwie kilkanaście kilometrów od Szklarskiej Poręby. A skoro blisko to nie wypada nie skorzystać z okazji. Do Harrachova dostajemy się koleją Izerską za jedyne 6zł. Kolej to trochę duże słowo, jest to bowiem malutki szynobus trochę przypominający stare pksowskie ikarusy. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż poruszamy się pośród pięknych krajobrazów gór Izerskich, wśród ośnieżonych świerków mijając co jakiś czas ukryte w lesie, niepozorne drewniane domki osnute świeżym białym puchem. Pięknie to wszystko wygląda w blasku słońca, które ośmieliło się wyjść zza chmur pierwszy raz od kilku dni.

Dojeżdżamy na stację. Do centrum mamy jakieś 4 kilometry, które decydujemy się przejść na pieszo (można pojechać również busem). Pogoda jest idealna na spacer. Słońce delikatnie przygrzewa, dookoła ośnieżone góry, czyli dokładnie to po co tu przyjechaliśmy z naszych monotonnych równin. Trasę pokonujemy bardzo szybko, bo niemal ciągle droga prowadzi w dół. Jedną z pierwszych rzeczy jakie napotykamy dochodząc do miasta jest Browar Novosad, którego oczywiście nie mogliśmy ominąć.

Harrachov droga na dworzec

Harrachov – droga na dworzec

 

Novosad

Browar Novosad

 

Browar Novosad

Czytaliśmy o nim już wcześniej, toteż gdy tylko zamajaczył nam na horyzoncie, udaliśmy się czym prędzej ugasić pragnienie. Czeskie piwa znane są na całym świecie, ze względu na wyjątkowy smak i wysoką jakość. Mimo, iż browar Novosad jest raczej niewielki i produkuje piwa głównie na rynek lokalny, jego wyroby są najwyżej klasy o czym świadczą liczne nagrody, które tutejsze piwa regularnie zdobywają na rozmaitych konkursach i targach. Warto dodać, że browar jest tylko częścią większego kompleksu, na który składa się huta szkła, hotel, ośrodek SPA oraz muzeum wyrobów szklanych. Skupmy się jednak na gastronomii. Restauracja ma właściwie dwa oblicza. Z jednej strony wystrój jest nudny, powiedziałbym, że przypomina trochę stołówkę szkolną lub jadłodajnie Caritasu. Szkoda bo przy odrobinie wysiłku można by tam stworzyć knajpę z klimatem. Z drugiej strony podczas sączenia piwa można podpatrywać pracę w hucie szkła, znajdującą się w tym samym budynku. Część stolików znajduje się tuż przy oknach oddzielających restaurację od huty. Ponadto w pomieszczeniu znajdują się kadzie, w których warzy się chmielny napój, a tuż obok na ścianie w dość oryginalny sposób rozrysowany został schemat powstawania złotego trunku. Abstrahując od wystroju i skupiając się na smakowym obliczu lokalu, muszę przyznać, że piwa mają wyborne. Cholernie mi smakowały, mimo iż jestem z tych co piją je głównie latem, gdy jest gorąco. Do wyboru były dwa: jasny Frantisek i ciemny Certak. Jasne bardzo smaczne z goryczką na odpowiednim poziomie, bardziej jednak smakowało Natalii niż mi. Ciemne natomiast na pewno jedno z lepszych jakie piłem. Lekko słodkawy smak, wyczuwalny karmel i bardzo delikatna goryczka zostająca gdzieś na końcu języka. Zdecydowanie polecam!

Złoty i nie-złoty trunek

Piwa Novosad

Do piwa zamówiliśmy znaną dość w Czechach zakąskę – piwny ser. A konkretnie jakąś lokalną jego odmianę. Był to twór podobny do camemberta zwany tu hermelinem, z tym że z gigantyczną zawartością czosnku i chyba również cebuli. Do tego dołożyli prostą surówkę i… konfiturę z żurawiny, a także kilka kromek chleba. Dziwnie to wyglądało. Tona zgniecionego i zrumienionego czosnku w serze pleśniowym plus słodki dżemik. Ale wierzcie lub nie, do piwa smakowało idealnie. Wszystko na raz naciapane na kanapkę i zagrycha do piwa jak znalazł. Być może byliśmy po prostu bardzo głodni i stąd ten zachwyt. Jak będziecie to koniecznie wypróbujcie.

Serek

Świetna przekąska do piwa w całej okazałości

Ser do piwa

… i na kromeczce

Prócz tego były też inne dania w tym takie wynalazki jak mięsa marynowane w piwie i kilka typowych dla czeskiej kuchni dań, z których jednak nie skorzystaliśmy. Nie ten klimat, żeby siedzieć tam dłużej. Plus tego wszystkiego jest taki, że można wziąć piwo na wynos w plastikowych butelkach pet w różnych rozmiarach (do 2 litrów chyba). Prócz wystroju dużym minusem jest brak angielskiego menu, o polskim nie wspominając (Polaków tu wielu z racji bliskości granicy). Tylko czeski i niemiecki, więc czasem ciężko się domyśleć co w tym menu siedzi. Na szczęście obsługa mówi po polsku. Jeśli jednak trafiłby tu ktoś nie znający polskiego, czeskiego czy niemieckiego, miałby troszkę problem. Wychodząc można kupić kufel lokalnej produkcji czy też inne szkło.

Pivovar Novosad

Piwno-procesowy fresk

 

Novosad restauracja

Kadzie

Co zjeść w Czechach? Z wizytą U Studni

Napojeni smacznym piwem ruszyliśmy w stronę centrum, a przed nami ważna kwestia do rozstrzygnięcia: co zjeść w Czechach? Postanowiliśmy spytać u źródła, a tu kolejna dziwna sprawa – pani w informacji turystycznej ni hu hu po angielsku. Mówi za to po polsku i tłumaczy gdzie można dostać najlepsze knedliki i smażony ser, czyli to z czego czeska kuchnia słynie najbardziej. Zapamiętaliśmy kilka adresów i ruszyliśmy dalej. Niestety Harrachov jest dość mały i poza skoczniami narciarskimi i kompleksem hutniczo-browarniczym za wiele tu do oglądania nie ma. Posnuliśmy się jeszcze chwile po okolicy lądując ostatecznie w barze-restauracji U Studni. Szybka piłka. Knedliki z gulaszem, smażony ser z dodatkami, zupa czosnkowa i zupa ziemniaczana. Do tego piwo dla mnie, a dla Natalii grzaniec. Najpierw wjechały napoje. Kelner delikatnie położył szklaneczkę z grzanym winem, a moim piwem trzasnął po męsku o blat niemal je rozlewając. Takie coś lubię! Powinno się wprowadzić nakaz podawania piwa w ten sposób. No i w końcu porządny kufel, gdyż w browarze przy hucie szkła piwo dostaliśmy w zwykłym biednym pokalu… Następnie zupy. Czosnkowa genialna, ziemniaczana taka se. Jeśli chodzi o gulasz z knedlikami, wrażenia bardzo pozytywne. O ile knedliki ciężko spieprzyć, o tyle gulasz już dość łatwo. Ale nie tym razem. Był smaczny i trochę inny od tego co jedliśmy do tej pory. Pływały w nim dziesiątki kulek ziela angielskiego, które nadały mu bardzo intensywny i nietypowy smak. Smażony ser to niestety klapa. Jesteśmy prawie pewni, że był to gotowy mrożony ser prosto z marketu. Niedoprawiony i mdły. No cóż, tak to bywa. Może innym razem trafimy na lepszy.

Grzaniec

Grzaniec

Piwo w kuflu

Porządne piwo w porządnym kuflu

Zupy U Studni

Czosnkowa i ziemniaczana

Knedliczki

Knedliczki z pysznym gulaszem

Smažený sýr

Smaženým sýrem się niestety zawiedliśmy

Knedliki w zbliżeniu

I jeszcze po zbliżeniu

Ser

A taki był piękny

Kilka refleksji na koniec

W ostatecznym rozrachunku Szklarska Poręba przegrywa z Harrachovem na wielu płaszczyznach. Od razu rzuca się w oczy to, że po czeskiej stronie jest czyściej, wszystko jakby bardziej zadbane, lepiej przemyślane. Widać to bardzo dobrze po turystach. W Harrachovie mnóstwo Niemców, sporo Polaków, natomiast w Szklarskiej są praktycznie tylko Polacy. Sporadycznie zabłądzi tu jakiś Niemiec, Czechów prawie wcale, bo i po co mieliby tu przyjeżdżać, jak u siebie mają to samo tylko lepsze. Warunki narciarskie ponoć również lepsze u sąsiadów, choć to informacja z drugiej ręki. Jednym słowem dużo pracy przed Szklarską żeby nadgonić poziomem. Aha i jeszcze jedna ważna rzecz! Jeśli nie macie wydolności maratończyka rozważcie powrót busem na stację lub przeznaczcie na to trochę więcej czasu, bo bite 4 albo i więcej kilometrów trzeba iść ostro pod górę. Rozkłady busów są na każdym przystanku, a przejazd to 10kc.

O Autorze

Dębowy - dumny posiadacz tytułu magistra turystyki. Tworzy bloga choć nie potrafi pisać. Bezgranicznie zakochany w przygnębiającej muzyce, dobrym reportażu i taniej whisky z colą. W wolnych chwilach podróżuje, czyta, słucha muzyki i marudzi. Marzy o objechaniu świata na wskroś i na wspak oraz wydaniu tomiku poezji dekadenckiej.