Jednym z naszych hobby jest polowanie na okazje. W szczególności biletowe. A ostatnio takich nie brakuje, nie tylko na trasach zagranicznych ale i na terytorium naszego kraju. W reakcji na rosnącą konkurencję transportową w Polsce, kolejni przewoźnicy starają się przyciągnąć klientów atrakcyjnymi ofertami. Również Przewozy Regionalne dołączyły do tego grona. Od jakiegoś czasu kupując bilety na przejazdy pociągami Inter Regio, istnieje opcja „super bilet”. Można się w niego zaopatrzyć na stronie www.biletyregionalne.pl z maksymalnie 30-dniowym wyprzedzeniem. Jest to dynamiczny system sprzedaży biletów, w którym pierwsze bilety na daną trasę kosztują mało, a im więcej sprzedanych tym są droższe, aż dojadą do ceny regularnej. Czasami do systemu wrzucane są też dodatkowe pule tanich biletów na różne trasy, więc trzeba polować! Kwoty zaczynają się od 1zł, następnie 9zł, 29zł itd. Nam udało się dopaść 3 bilety za 1 zł i jeden bilet za 9 zł, a kupowaliśmy 3 tygodnie wcześniej. W regularniej cenie dwa bilety w obie strony kosztowałyby łącznie 170 zł. Zaoszczędziliśmy więc 158 zł. Teraz mogliśmy się zastanowić co zjeść w Szklarskiej Porębie mając do dyspozycji taką kwotę lub ile chcemy przeznaczyć na nocleg. Sami przyznajcie, że opłaca się poszperać!

Smocze Oko

Kominek

Główny punkt sali kominkowej

Przyznamy się od razu, że naszym głównym celem było nacieszenie oczu zimowymi krajobrazami oraz rozpieszczenie podniebień sudeckimi smakami. Ale oprócz pytania co zjeść w Szklarskiej Porębie, Budżet jakiś tam mieliśmy, ale woleliśmy przeznaczyć go na kosztowanie potraw niż na nocleg i dojazd. Dlatego na dwa tygodnie przed wyjazdem zaczęliśmy rozglądać się za niedrogim zakwaterowaniem. Długo nie trzeba było szukać, bo trafiliśmy na Smocze Oko. I chcemy Wam to miejsce bardzo polecić! Znajduje się w Dolinie Szczęścia, jednej z części Szklarskiej Poręby. Nocleg w pokoju dwuosobowym kosztuje 35 zł/os, a w przypadku większej liczby osób i dłuższych pobytów udzielane są zniżki. Za 3 noclegi zapłaciliśmy 30zł/os/noc. Pokój jest wyposażony w dwa łóżka, szafkę, wieszak oraz umywalkę. Toalety z prysznicami znajdują się w korytarzu. Wspólnym pomieszczeniem jest urokliwa sala kominkowa. Jak sama nazwa wskazuje, centralnym miejscem jest kominek, przy którym wieczorami można się ogrzać, sączyć rozgrzewające napoje lub zjeść smakołyk ze smoczej kuchni  w akompaniamencie wesoło trzaskającego w palenisku ognia. W menu znajdują się takie smakołyki jak żurek, bigos, jajecznica, zapiekanki oraz bawarski duet, chrupiące grzanki, o których jeszcze wspomnimy. Do dyspozycji jest śpiewnik, gitara oraz zestaw planszówek. Widoki z okien idylliczne, my trafiliśmy na pagórek z zaśnieżonym kościółkiem i drzewami. Do samego centrum idzie się ok. 20 minut. Pieczę nad hostelem sprawuje przesympatyczne małżeństwo, Oriana i Grzegorz, którzy chętnie pogawędzą, doradzą co robić, gdzie pójść i czego nie można ominąć.

Rozpieszczamy podniebienia

No tak, pozostała kwestia tego, co zjeść w Szklarskiej Porębie. Za dużo czasu nie mieliśmy. Przyjechaliśmy w niedzielę wieczorem, byliśmy dwa pełne dni na miejscu i w środę wracaliśmy. A chcieliśmy jeszcze zahaczyć o Harrachov! Poszperaliśmy w Internecie,  zasięgnęliśmy rady u gospodarzy Smoczego Oka, wzięliśmy pod uwagę oceny na portalu gastronauci.pl i ruszyliśmy w mieścinę. Na pierwszy ogień poszły górskie serki z grilla. Jako, że region nie ten, nie można nazywać ich oscypkami, ale przecież nazwa smaku nie zmienia. Uwielbiamy je w każdej wersji, a w szczególności grillowane, serwowane z kleksem żurawinowej konfitury. Ciekawostką na serowym stoisku były marynowane z papryczką i oliwkami kawałki sera. Do nabycia po 22 zł za słoiczek.

Oscypek sudecki

Grillowane serki z żurawiną

Oscypek sudecki

Do wyboru do koloru,smaku, kształtu i wielkości

Marynowane serki

Marynowane serki

Pospacerowaliśmy, pooglądaliśmy, a jak nam uszy zmarzły, przyszedł czas na małe co nieco. Zawitaliśmy do Fantazji, miejsca słodkiej rozpusty. Przyjemne, jasne wnętrze, obsługiwane jest przez sympatyczne panie kelnerki. Oprócz standardowego menu, codziennie są do wyboru 2-3 ciasta dnia. W planie była szybka herbatka i wiśta wio dalej, ale jak zobaczyłam ciasto, które oferowali tego dnia, koniem byście mnie stamtąd nie wyciągnęli. Chocolate Royal, tort z 3 rodzajów czekolady, z chrupiącymi elementami, skomponowany wyśmienicie, w którym każda z warstw posiadała swój wyjątkowy charakter. Był bardzo słodki i sycący i nawet ja, jako wielbicielka łakoci i czekoladowych atrakcji nie byłam w stanie pochłonąć całego kawałka. Połowę odstąpiłam więc Dębowemu. Do tego wybrałam świetną herbatę Manila Mango firmy Althaus. Orzeźwiający, owocowy smak i piękny kolor! Z jednego imbryczka wyszły 4 filiżanki. W jej skład wchodzą: jabłko, dzika róża, hibiskus, porzeczka oraz kawałki ananasa i mango. Dębowy chyba za bardzo nie zmarzł, bo na życzenie zaserwowano mu lany browar… Musze przyznać, że ciasto było najlepszym, jakie kiedykolwiek jadłam. Na tyle, że następnego dnia po wypadzie do Harrachova, wracając ze stacji do Smoczego Oka zrobiliśmy dodatkową rundę przez miasto (nadkładając drogi i zapewniając sobie powrotną wspinaczkę), aby wstąpić do Fantazji i sprawdzić, czy coś jeszcze zostało. Ostatni kawałek powędrował z nami do Doliny Szczęścia

Szklarska poręba Fantazja

Miłe wnętrze Fantazji

Chocolate Royal

Chocolate Royal

Manila Mango

Pora się rozgrzać

Chocolate Royal

Chcielibyśmy, żebyście mogli poczuć ten smak

Manila Mango

Ten hipnotyzujący kolor

U Hochoła

U Hochoła

U progu wita nas szyld

Po kolejnym etapie spacerowania, gdy w brzuchach zaczęło burczeć daliśmy wykazać się Oberży U Hochoła. Wnętrze jest stylizowane na starodawną gospodę. Musimy przyznać, że całkiem nieźle im to wyszło. Panuje tam półmrok, rozświetlany kagankami rozstawionymi gdzie się da. Na środku pod sufitem zawieszony jest znicz o misowatym kształcie, w którym również płonie ogień. Wystrój stanowią płaskorzeźby przedstawiające scenki rodzajowe, sprzęty, które dawno już wyszły z użycia, drewniane ozdobne krzesła oraz ławy z kamiennymi blatami. Obsługiwał nas kelner kompetentny, ale bez uśmiechu na twarzy, zdecydowanie zbyt poważny, jak na atmosferę tam panującą. Dębowego zachęcił placek po zbójnicku i pitny miód. Obie pozycje były wyśmienite. Musimy przyznać, że placek był dobrze wysmażony, ale jeszcze na tyle elastyczny, że nie złamał się przy zgięciu w pół. Gulasz rewelacyjny, duże kawałki kruchego, chudego mięsa z gęstym, ciemnym sosem. Była to mniejsza porcja, 500-gramowa, a zajmowała cały talerz, próbowaliśmy wyobrazić sobie jak wygląda duża i w jakich warunkach ktoś byłby w stanie ją spałaszować, bo zamówionej Dębowy ledwie dał radę. Miód mieliśmy okazję spróbować po raz pierwszy i zdecydowanie przypadł nam do gustu, trójniak, słodki, pozostawiał miły owocowy posmak w ustach. Mamy w planach zrobienie kiedyś swojego własnego, już nawet znaleźliśmy kilka przepisów. Tylko czasu trochę mało, nie wiemy gdzie nas poniesie, a trunek dojrzewać musi rok. Ja zdecydowałam się na grillowane polędwiczki w boczku z żurawiną, z kopytkami i zasmażaną kapustą. Mięso zamawia się osobno, a dodatki wybiera się wedle uznania. Na szczęście poprosić można o połowę porcji dodatków i tak też uczyniłam, gdyż miałam ochotę na obydwa, ale proponowana wielkość normalnej porcji znacznie przekroczyłaby moje możliwości. Mięsko było wyśmienite, otoczone chrupiącym szalikiem z cieniutkiej warstewki bekonu z wyraźnie wyczuwalnym czosnkowym akcentem. Do tego podano konfiturę żurawinową, która była trochę cierpka i połączenie jej z mięsiwem nie do końca mnie przekonało, być może jej słodsza wersja zdała by egzamin. Kluseczki pyszne, delikatne, niewielkie, nie zaklejające szczęki, co już mi się wielokrotnie zdarzyło przeżyć przy okazji konsumpcji tego dania. Kapusta również bardzo dobra, dobrze doprawiona, lekko pikantna. Do towarzystwa zagościła herbata z cytryną.

U Hochoła menu

Obite w drewno menu

U Hochoła

Hochołowe wnętrze

Placek po myśliwsku

Placek po myśliwsku

Kopytka

Kopytka z kapustą

Polędwiczki w bekonie

Tak ładnie się polędwiczki zarumieniły

Pochodnia

Płonąca pochodnia nadaje wnętrzu urok

Słów kilka na koniec

Szklarska Poręba sama w sobie raczej nie zachwyca. Odnieśliśmy wrażenie, że jest zaniedbana, co i rusz straszą odrapane budynki z odlatującą farbą a nawet takie do rozbiórki. A szkoda, bo ma potencjał, tym bardziej, że oddalony o kilkanaście Harrachov, mimo, że 5 razy mniejszy oczarował nas już na wstępie. W Szklarskiej zimą oczywiście jeździ się na nartach i można pójść w góry, ale poza kilkoma niewielkimi atrakcjami, które można zobaczyć w jeden dzień, nie ma co robić. Osobiście uważamy, że latem ma dużo więcej uroku. Wszystko nam bardzo smakowało i ten kulinarny wyjazd oceniamy zdecydowanie na plus. Ponadto miłym zaskoczeniem były dania serwowane w hostelu. Dzień przed wyjazdem w ramach obiadokolacji skusiliśmy się na bigos, który był wyśmienity. Ale totalnym hitem okazał się bawarski duet. Chrupiące grzanki, z szybką i sadzonym jajkiem. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tym połączeniem, a było rewelacyjne i na pewno nie raz skorzystamy z tego pomysłu w ramach urozmaicenia codziennych śniadań!

Cennik:

Serek górski: 1,5zł; serek z grilla z żurawiną: 2,5zł; marynowane kawałki sera: 22 zł/słoik

Fantazja:

Royal Chocolate 12zł; Herbata Manila Mango, imbryk 10zł; Lane piwo 6,5zł

Oberża u Hochoła:

Placek po zbójnicku 500g: 23zł; Polędwiczki z boczkiem i żurawiną 200g: 22 zł; Kapusta pół porcji: ok. 2 zł; Kopytka pół porcji: ok. 3 zł; Herbata 250ml: 5zł; Miód pitny 150ml: 12 zł

Drewniana płaskorzeźba

Górscy rzemieślnicy nie mają sobie równych

O Autorze

Trudno jej usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Na szlaku, z podróżnym dobytkiem na plecach czuje się jak ryba w wodzie. Największe wrażenie wywołuje na niej twory natury. Godzinami może oglądać poczynania zwierzaków, w szczególności kóz i wyder, które swoim urokiem zaskarbiły sobie jej bezgraniczną sympatię. Lubi eksperymentować, szczególnie w kuchni, najbardziej z ciachami. Łakocie wyniucha wszędzie.

  • Aleksandra Czech

    Też byłam ‚U Hochoła! nie pamietam co dokladnie jadlam, ale chłopaki mieli żeberka i byli zadowoleni 😉 desery też chyba były 😉 generalnie były to miłe wrażenia :) ale niestety nie byłam w „Fantazji” :O

  • eliza

    W Szlarskiej Porębie zawsze chodze na obiady do Karczmy Karkonoskiej, mają pyszne zupy i mój ulubiony schab z boczkiem:)

    • emil

      Byliśmy tam w miniony weekend. :) Polecam placek po karkonosku i żeberka w sosie. Pyszności. Aż się zrobiłem głodny na samo wspomnienie!

  • mariusz_pp

    Ja też zawsze jadam w tej Karczmie Karkonoskiej, maja tam takie wypasione dania, jak jestem głodna po całym dniu jazdy na nartach to potrzebuje solidnych potraw i tam takie znajduje :) Karczek z grilla dla mnie petarda 😀 w sumie nigdzie indziej nie chodze, bo woiem ze tam jest pysznie i wole nie ryzykowac idzies indziej

  • Kamila

    Cudowne miejsca ! Byłam tam już kilka razy i nie załuje ! Kiedy jestem w Szklarskiej to mimo wszystko zawsze najczęściej wracam do Karczmy Karkonoskiej, to dopiero magiczne i sympatyczne miejsce. Gorąco polecam, może w końcu doczekamy się jakiejś recenzji 😀