Nasze angielskie wakacje od polskiego domu wariatów rozpoczęły się na dobre. Od nieco ponad dwóch tygodni prowadzimy poczciwy żywot emigrantów zarobkowych na jednej z brytyjskich wysp. Chyba nawet na największej z nich. Jest zabawnie. Wbiliśmy się w sam środek nieszczęsnego stereotypu młodego wykształconego Polaka robiącego karierę na wyspiarskim zmywaku, błagającego rodziców o paczkę z polską kiełbasą i schabowym w panierce, bo tu jest tylko ryba z chipsami, a to przecież nie to co u mamy.

O dziwo nie jest aż tak tragicznie. Jako prawdziwy Polak na obczyźnie pracuję na zmywaku. Szefem kuchni jest Polak, jego zastępcą też jest Polak, podobnie jak i większość kucharzy. Czyli jednak się da! Pracuję w jednej z lepszych restauracji w Yorku i mimo iż generalnie zmywam gary to… podoba mi się. Pierwszy raz w życiu mam okazję zobaczyć jak restauracja działa od kuchni i to dosłownie. Moim zadaniem jest upychanie do zmywarki naczyń a potem zaniesienie ich na swoje miejsce. Więc generalnie biegam w te i nazad z talerzami i jak jest chwila czasu to przyczajam co robią kucharze. Wszystko jest spoko dopóki nie usłyszę, że w kuchni zaczynają rzucać słowami na „k” i „ch” i biegać jak oszalali we wszystkie strony, a drukarka wypluwa zmówienia jakby dostała wścieklizny. To znaczny, że przyszło całe stado gości i że teraz przerąbane ma kuchnia, a za pół godziny przerąbane będę miał ja. Tak to mniej więcej wygląda w dużym skrócie.

Natalia dopiero co dostała pracę jako kelnerka w herbaciarnio-kawiarni serwującej typowe angielskie śniadania i lunche no i oczywiście tradycyjną herbatkę, na którą tłumnie zwalają się Brytyjczycy w wieku 50+ i czasem jakiś przypadkowy zabłąkany turysta. Właścicielka wygląda jak Judi Dench (M z nowych Bondów) i w sumie na tym się kończy moja wiedza. Dziś Natalia ma swój pierwszy dzień.

O pracę chyba nie jest tu szczególnie trudno, zwłaszcza w knajpach i hotelach których jest tu ogromna ilość. Legenda głosi nawet, że przez cały rok można codziennie spijać browary w innym barze. Trzeba to będzie sprawdzić. Na witrynach wielu z nich wywieszone są ogłoszenia o poszukiwanych pracownikach. York to typowo turystyczne miasto i w naszej branży zdecydowanie jest co robić. Na przedmieściach jest również jedna wielka fabryka – Nestle. Podobno robią tam wszystkie Kit Katy na świecie (Nat: wcale nie), a do okolicznych marketów trafiają różne eksperymentalne smaki w celu sprawdzenia opłacalności ich dalszej produkcji. Fabryka jest tak wielka, że przy odpowiednim wietrze w promieniu wielu kilometrów czuć bardzo intensywny zapach czekolady (Nat: średnio co drugi dzień :D). O tym co jest w Yorku i co ciekawego można tu zobaczyć będzie wkrótce osobny wpis. Powiem tylko, że stare miasto jest wyjątkowo urocze. W całości otoczone średniowiecznymi murami, z wielką katedrą, ciasnymi uliczkami, mnóstwem różnych restauracji (jest nawet polska, jakby komu tęskno było za pierogami). Jest rzeka, z której regularnie wyławiane są ciała osób, które przesadziły na sobotnich imprezach. Imprezowicze też są ciekawym zjawiskiem: tylu kompletnie nawalonych osób, co w sobotni wieczór w centrum Yorku nie widziałem chyba nigdy, nawet w Polsce.

Po co tu jesteśmy?

Oczywiście nie po to żeby realizować się w obsłudze zmywarki przemysłowej. Dużo świata zostało nam do zobaczenia. Smaków do spróbowania, dźwięków do usłyszenia i przygód do przeżycia. Tutaj szybciej odłożymy na to pieniądze. I tyle. Poza tym mieszkanie w nowym miejscu to zawsze fajne doświadczenie. Jesteśmy w trakcie planowania ciekawego projektu podróżniczego, którego szczegóły wkrótce ujawnimy. Ponadto chcemy się przekonać czy Anglia to faktycznie tylko Ryba z Frytkami, zamierzamy spróbować whisky w Szkocji, poobijać się po angielskich i irlandzkich pubach no i coś niecoś zobaczyć. Jeśli będzie na to wszystko czas oczywiście. W sobotę przeprowadzamy się do nowego mieszkania, żeby nie siedzieć rodzince dłużej na głowie. Wszystko idzie więc jak trzeba!

– Dębowy –

Kilka migawek z minionych dwóch tygodni:

York Punch Bowl

Żonkile w Yorku

Drogowskazy York

Gęś z Yorku

Żonkile i mury

Chilli Pips

Bułeczki brytyjskie

 

 

O Autorze

Trudno jej usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Na szlaku, z podróżnym dobytkiem na plecach czuje się jak ryba w wodzie. Największe wrażenie wywołuje na niej twory natury. Godzinami może oglądać poczynania zwierzaków, w szczególności kóz i wyder, które swoim urokiem zaskarbiły sobie jej bezgraniczną sympatię. Lubi eksperymentować, szczególnie w kuchni, najbardziej z ciachami. Łakocie wyniucha wszędzie.

  • Jak byliśmy w Szkocji też akurat kwitły takie piękne żonkile! Całe łąki żonkili! ahh… A w Poznaniu teraz całe łąki mleczy. Tyle was omija! :) pozdrawiamy i powodzenia życzymy! :)

  • Powodzenia i nie dajcie się! Jak już człowiek się wdroży to jest łatwiej. A gdzie lepiej poznać smaki i podejrzeć sztuczki kucharzy jak nie w kuchni? :)

  • Aleksandra Czech

    ahhh te wspomnienia 😛 generalnie podziwiam twoj optymizm w podejsciu do pracy, mnie robota na kuchni i zmywaku nie wydawała się az tak interesująca:P powodzenia w kazdym razie i mam nadzieje spotkać Was na miejscu za jakiś czas:) bw, tzn, że w Bradford też będzie łatwo o pracę? :)

  • Boku

    zagladam, licze na jakiegos posta a tu kicha.. co tam slychac? zyjecie czy nie zyjecie?